z net@ wzięte

Idźcie i palcie

Żyjemy w takich czasach, że każdy ma zdanie na każdy temat, a bekę prawie na każdy. Że szukamy siebie, więc z hukiem wielkim podważamy to, czego nauczyli nas rodzice. Że zarzucamy im błędy i ślemy rachunek od psychologa i jeszcze od dietetyka, bo nam biały chleb z masłem i cukrem dawali. Podwójna biała śmierć, dożywotni cellulit i problemy ze znalezieniem chłopa.

Rozpierdalamy w pył ideały naszych babć, model rodziny, które te proponowały mamy gdzieś. Jakie tam śluby kościelne i chrzciny, jaki tam seks po ciemku i raz w roku, jakie tam dziewictwo dla męża trzymane. My na cywilnym trzymamy dzieci kilkuletnie i ze starych babć śmiejemy się w głos, gdy te ze zdziwieniem patrzą. My mamy wibratory w nocnych szafkach, a one miały różańce, my mamy pracę w korporacjach i wysokie stanowiska, a one miały dom, rodzinę i poszanowanie do tradycji, z której my kręcimy bekę. Wigilijna kolacja z dwunastoma potrawami nie wpisuje się w nasze fit życie, siedzenie za stołem też, zaś kosa z matką, ojcem i kuzynem powoduje, że święta najchętniej spędzamy w ciepłym kraju z dala od wszystkich.

Jesteśmy nowocześni, tak bardzo inni od naszych rodziców, i tak cholernie różni od dziadków. Nie chcę mówić, że to jest złe, bo chyba jest lepiej tak, jak jest. Ale dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki to nie moment, w którym powinniśmy demonstrować jak bardzo różni jesteśmy od tych, których już nie ma. Jak nasze przeżywanie śmierci jest lepsze, bo my omijamy cmentarze albo zapalamy znicze na przypadkowych grobach, bo tak nam łatwiej uporać się z odejściem bliskich. Nie bierzemy udziału w rodzinnych pielgrzymkach na groby i nie zastawiamy pomników kwiatami. Cepelia to nie my. Dupa tam. Przeżywajmy sobie to wszystko dokładnie tak, jak chcemy przez cały rok, a w tych wyjątkowych dniach zróbmy to tak, jak chcieliby ci, których już nie ma.

Moja babcia nie bała się wielu rzeczy, ale to, co spędzało jej sen z powiek, to słaba frekwencja na jej pogrzebie. Że sąsiadki zawiodą, rodzina nie przyjedzie, że będzie garstka osób i mało kwiatów. Bała się też, że nie dostanie dobrego miejsca i pochowają ją pod płotem. Spoczywa na pięknym cmentarzu, a na jej pogrzebie było pełno ludzi i pełno kwiatów. 

Byłabym skurwysynem, gdybym kiedyś zapomniała o tym, że grób był dla niej ważny, tylko dlatego, że ja wybiorę kremację. 1 i 2 listopada nie są o mnie.


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)