z net@ wzięte

Od bohatera do zera

Kiedyś mógł zaśpiewać: Jestem Bogiem, uświadom to sobie, dziś, nawet jak coś nuci, to pod nosem, bo boi się, że kogoś obrazi. O kim mowa? O nauczycielu.

Jestem pierwszym rocznikiem, który poszedł do gimnazjum, więc specjalnie staro się nie czuję. Nie wypowiadam zdania: „Ja w Twoim wieku...” i myślę sobie, że poza tym, że ach ta dzisiejsza młodzież kupuje ciuchy w Zarze, a my słuchający Nirvany zaopatrywaliśmy się w lumpeksach, wiele się nie różnimy. Poza jedną kwestią: podejściem do nauczycieli.

Nie pamiętam czasów kiedy nauczyciel miał linijkę w dłoniach i milczącą zgodę rodziców na tłuczenie nią niesfornych dzieci. Pamiętam za to umiarkowany kult nauczycieli, w którym starano się wychować moje pokolenie. Ten kult w podstawowej formie przejawiał się tym, że trzeba było, choćby nie wiem co, nie wychylać się. Bo nauczyciel jest starszy, bo mądrzejszy, a jak nie, to przecież on ma władzę nad naszym świadectwem, i jeśli nawet nie ekscytujemy się przedmiotem i tym, jak ten przedmiot wykłada, warto zamknąć japę. A na koniec roku rzucić parę złotych na prezent dla niego.

W podstawówce to było paręnaście, bo prezenty były kozackie, potem szał minął, a nauczyciel powoli spadał z piedestału. Miał władzę, miał też i rację, ale nie trzeba było przesadzać z nadskakiwaniem mu. I można było w domu powiedzieć, że jak ktoś jest katechetką, to nie może się domagać traktowania go zbyt poważnie. Podejście do nauczycieli trochę się więc za mojej kadencji zmieniło, ale to, co dzieje się teraz, to Jezus Maria, czemu ja nie chodzę do podstawówki?

Dzieci próbują zastraszyć nauczycieli, ci zaś boją się odezwać, bo mobbing i napastowanie, a do tego dochodzą rodzice, którzy nawet jak usłyszą, że ich dziecko jest romantyczne (true story!) przychodzą na skargę! Normalne jest apelowanie do nauczycieli o obniżenie poziomu nauczania, np. języka angielskiego, wszak dzieci się nie wyrabiają, bo po szkole tenis, pianino i korki... z angielskiego (true story!).

Miałam w swoim życiu słabych nauczycieli, miałam też świetnych. Bo nauczyciel to zawód, który dla jednych jest pasją, a dla innych efektem niefortunnych zdarzeń w życiu. Niektórzy więc kochają to, co robią, niektórzy nie. Jedni są spoko, inni posrani. Ale – wjeżdża prawda objawiona – nauczyciel też człowiek.

Trzeba zatem znaleźć złoty środek między czczeniem go, bo to było całkiem bez sensu, a pogardzaniem nim, bo to też jest słabe. Proponuję szacunek za szacunek. Jeżeli nauczyciel jest w porządku, uczmy dzieci bycia fair względem niego, jeżeli trafi się chujowy, zróbmy wszystko, żeby nie pracował w szkole. Przy czym chujowy nauczyciel to nie ten, który wymaga od naszego dziecka i daje mu jedynki, a ten, który nie potrafi całej klasy nauczyć tabliczki mnożenia. I tak od kilkudziesięciu lat.

Do napisania tekstu skłoniła mnie afera, opisywana przez Gazetę Wyborczą. Oto nauczycielka przeczytała pamiętnik ucznia, w którym ten ostro wypowiadał się na temat szkoły. Sama lektura znaleziska nauczycielce nie wystarczyła, więc poszła z nim do pedagoga i dyrektorki. Pamiętnik rzecz święta, więc zachowanie nauczycielki potępili nie tylko uczniowie i tępiący wszystko internauci, ale też Rzecznik Praw Dziecka. Tępię i ja, bo czytać czyjeś rzeczy, to świństwo.


Podobało Ci się? Podaj dalej


Dołącz do mnie

Jeśli jeszcze mnie nie lubisz i nie obserwujesz, zrób to teraz. Każdy like to dla mnie wielka radocha:-)